sobota, 11 stycznia 2014

Rozdzial VI

Najpierw zrobiła krok. Zawahała się. Następnie kolejny.
Już po chwili biegła w stronę bramy. Przez jej głowę przebiegało w szybkim tempie tysiące myśli, zasiewając w jej sercu powoli powiększający się strach. Ubita ziemia na trakcie szurała pod nogami, podczas gdy czarnowłosa w szybkim tempie przemierzała pozornie niedużą odległość do wjazdu. Wydawało się, że minęły wieki zanim wreszcie wbiegła do przypominającego teraz ogromne ognisko miasta.
Żar i smród uderzyły Ignis w twarz. Tak bardzo znane jej budynki zamieniły się w pochodnie. Języki ognia oplatały je, wdzierały się do środka i pochłaniały wszystko na swojej drodze, zamieniając w ruinę wszelkie domy, sklepy i uliczki. Wszystko stało w ogniu.
„Wszystko.”
Nie przestawała biec. Pył i kawałki niedopalonych materiałów wirowały się w powietrzu. Pojedynczy ludzie w około niej uciekali w popłochu, starając się uciec przed rozszerzającym się pożarem. Matki płakały, nie mogąc odnaleźć swoich pociech wśród już powoli walących się budynków.
Jej serce zabiło mocniej.
A co z jej rodziną? Ze znajomymi?
Starała się nie dopuszczać tych najgorszych myśli do głowy.
„Przecież nie mogli…”
Pokręciła głową i narzuciła na głowę kaptur. Nie chciała nawet o tym myśleć. Wiedziała, że ryzykuje wbiegając prosto do płonącego miasta, lecz nie mogła się powstrzymać. Chciała wiedzieć czy wszyscy, których kocha, na których jej zależy… Czy żyją. Czy udało im się uciec.
Idiotka.
Od tych myśli odciągnął Ignis huk tuż nad nią. Części walącego się budynku leciały prosto w stronę brązowookiej. Dziewczyna rzuciła się przed siebie, w ostatniej chwili unikając deszczu cegieł i płonących belek. Jej ciało upadło na ziemię, a zaraz za nim z dużą siłą uderzyły ogniste pociski. Obróciła się szybko na plecy i odsunęła kawałek od tego miejsca. Serce czarnowłosej biło w zawrotnym tempie, a jej oczy z przerażeniem wpatrywały się na zawaloną drogę.
Mało brakowało, a zostałaby przygnieciona przez kupę gruzu.
Czyjeś krzyki i głośne śmiechy dobiegły do uszu Ignis, zwracając jej uwagę. Podniosła się z ziemi i lekko drżącymi rękami strzepnęła kurz z ubrania. Nogi mimowolnie wykonały kilka kroków w stronę, skąd dobiegały odgłosy. Dziewczyna zatrzymała się, zerkając do tyłu niepewnie. Zawalone belki i cegły stworzyły coś w rodzaju płonącej blokady, tak jakby miasto nie chciało jej już wypuścić. Musiała iść dalej, nawet jeżeli by nie chciała. Jej dłonie zacisnęły się w pięści, a ona sama ruszyła szybkim krokiem przed siebie.
Będąc już blisko źródła dziwnych odgłosów, wychyliła się ostrożnie zza budynku. Zaskoczona zasłoniła usta, nie mogąc uwierzyć w to co właśnie ujrzała.
Na ziemi leżały martwe ciała strażników. Ich mundury przyozdobione były szkarłatną krwią, wyraźnie odznaczającą się na zielono-białym tle tkanin. Kilkunastu mężczyzn wyzionęło ducha, znikając z tego świata, jednakże to nie płomienie był przyczyną ich śmierci. Blade twarze, wytrzeszczone oczy wpatrzone w nieznany punkt i liczne rany na ciele zadane przez białą broń.
Nie. Z całą pewnością nie zginęli przez pożar.
Nie mogła dłużej na to patrzeć. Jej drżąca postać odwróciła się szybko plecami do cmentarzyska , a żołądek skurczył się niemiłosiernie. Mocno podpierając się ściany, zwróciła wszystko, co zalegało jej na żołądku na i tak brudną już ulicę.
Odetchnęła głęboko, wciąż nachylona nad ziemią. Wśród poległych wojowników nie dostrzegła znajomej twarzy ojca. Jednakże… Tyle krwi. Powstrzymała się przed ponownym zwymiotowaniem, zacisnąwszy dłoń na pobladłych ustach.
„Ale… Kto ich zabił?”
Zmarszczyła czoło i odwróciła się z powrotem, tknięta jakimś przeczuciem. Przyległa do ściany, by nie upaść i jeszcze raz spojrzała na pobojowisko.
Postacie w ciemnych płaszczach, na które przedtem nie zwróciła uwagi, przechadzały się pomiędzy trupami. Miecze dzierżone przezeń były zabarwione brunatną posoką, z całą pewnością należącą do poległych. Mężczyźni zabierali zmarłym bronie i podrzynali gardła niedobitkom, którzy próbowali jeszcze błagać o życie, ewentualnie odpełznąć w desperackim akcie ucieczki.
Nie wiedziała, kim oni są. Armią? Jakąś bandą przestępców?
Jedno było pewnie. Musieli mieć powód do ataku na miasto.
Nagle tuż za sobą usłyszała rytmiczny tętent kopyt. Szybko przylgnęła plecami do ściany budynku. Pędzący z dużą szybkością wierzchowiec przebiegł tuż obok niej. Najwyraźniej jeździec nie zauważył drobnej postaci dziewczyny, ukrytej w cieniu jeszcze stojącego budynku.
Postać dosiadająca karego rumaka zatrzymała go przy jednym z mężczyzn, który kierował resztą grupy ze środka ulicy. Nie mogła dostrzec jego ukrytej pod obszernym kapturem twarzy. Zwierzę zarżało głośno i opuściło głowę w dół, najwyraźniej zmęczone po szybkim galopie. Wypuszczone ciężko powietrze z nozdrzy ogiera poderwało pył uliczny w górę, który po chwili z powrotem opadł na brudną ulicę.
- Nie znaleźliśmy jej, Thanorze - powiedział bez żadnych ceregieli jeździec i oddał luźną wodzę rumakowi. – Nie ma jej w południowej części miasta. Jesteś pewien…
- Gdzieś musi być – mruknął tamten, przerywając mu. Ignis przysunęła się bliżej. Skądś znała ten głos. – Na pewno jest w mieście. „Oni” też tu są i również jej szukają – powiedział rzekomy Thanor i schylił się do jednego z żyjących jeszcze strażników. Z ust ledwo już oddychającego mężczyzny ciekła krew, która spływała po bladej brodzie. Jego oczy wpatrywały się ze strachem w oprawcę.
- Nje… Nje sabijaj mnje – powiedział zachrypniętym, pełnym strachu głosem, plując krwią. Jednakże nie dane mu było wypowiedzieć choćby jednego słowa więcej. Szybki ruch ostrza Thanora wystarczył, by na jego szyi pojawiła się czerwona linia, a po chwili popłynęła brunatna posoka.
- Jedź, weź resztę i rozpocznij poszukiwania we wschodniej części. Nie hamujcie się. Macie ją znaleźć – powiedział, wycierając sztylet i chowając do pochwy. Jeździec pokiwał głową i, spiąwszy konia, odjechał szybkim galopem na wschód.
W tym samym czasie z nieznanego powodu znajomy jej Thanor wydał parę rozkazów.  Po chwili na placu pojawił się podobny rumak do poprzedniego. Mężczyzna odebrał wodze od prowadzącego go chłopaka i z lekkością dosiadł zwierzęcia, zwołując wszystkich do siebie.
- Chłopcy! – zakrzyknął. – Nie poddajemy się. Szukamy dalej. Dziewczyna musi gdzieś tu być.
Ignis zmarszczyła czoło, starając przypomnieć sobie, skąd go kojarzy.
- Daję wam wolną rękę, ale macie ją znaleźć. Przy okazji wyszalejmy się. Zrównajmy tę wiochę z ziemią! – ostatnie zdanie wykrzyczał i, dobywszy oręża, uniósł go ku niebu, a jego rumak stanął dęba.
Po całej ulicy rozległ się głośny ryk aprobaty mężczyzn, którzy również wyciągnęli swoje miecze, potrząsając nimi.
Radziłbym ci się wycofać.
Gdy dziewczyna nie zareagowała na to wypowiedziane przez nie wiadomo kogo zdanie, usłyszała kolejne, tym razem o wiele donośniejsze. Jedno słowo rozbrzmiało z dużą siłą w jej umyśle, stając się wręcz bolesnym sygnałem.
Nalegam.
- Kim jesteś? – mruknęła niepewnie i, odwróciwszy się, przyległa plecami do ściany.
Nie otrzymawszy odpowiedzi, pokręciła gwałtownie głową, zażenowana masując dłonią skroń.
„Gadasz do samej siebie idiotko.”
Nieprawda.
Zastygła w miejscu.
Chwila…
Nieistotne, kim jestem. Zdecydowanie radziłbym ci się stąd wynieść. No, chyba, że chcesz poznać bliżej tych „ przemiłych” panów. Ale podejrzewam, że nie… Prawda?
Odetchnęła głęboko. Musiała się z tym kimś zgodzić. To kwestia kilku, może kilkunastu chwil, gdy w końcu zauważą ją, kierując się na dalsze poszukiwania. Jednakże nie miała, jak się wycofać. Wzrok Ignis omiótł najbliższy teren, lecz brakowało jej jakichkolwiek pomysłów. Obróciła się przodem do ściany i, cofnąwszy o krok, spojrzała w górę. Okno, które teraz stało się jej celem, znajdowało się na wysokości dwóch lub trochę więcej metrów nad ziemią.
Powinno się udać.
Ignis wycofała się jeszcze o parę kroków i ruszyła biegiem prosto na ścianę. Będąc już blisko podskoczyła, równocześnie odpychając się nogą od ściany w górę, tak jakby wbrew prawom grawitacji chciała po niej wbiec. Jej wyrzucone do góry ręce uczepiły się parapetu i już po krótkiej chwili dźwignęła swoje ciało do góry, siadając na wąskiej powierzchni. Podciągnięte szybko nogi znalazły dla siebie oparcie i już po chwili dziewczyna stanęła na parapecie, zwrócona twarzą do ściany.
Jeszcze parę zwinnych ruchów wystarczyło, by czarnowłosa znalazła się na dachu budynku. Nie ociągając się zbytnio, ruszyła przed siebie pochylona. Uważała na każdy postawiony przez siebie krok.
Samo chodzenie po dachach było ryzykowne, a ponieważ konstrukcje domów zostały poważnie naruszone przez pożar, stawało się to podwójnym zagrożeniem. Sklepienie mogłoby się zapaść w każdej chwili, a wtedy dziewczyna wpadłaby prosto w płonącą pułapkę. Westchnęła i szybko pozbyła się z umysłu wizji jej samej spadającej właśnie w takową dziurę. Musi tylko uważać, a wyjdzie z tej „przechadzki” bez szwanku.
Na ulicy rozbrzmiewały ostatnie rozkazy. Thanor rozdzielał najprawdopodobniej mężczyzn na grupy, które miały poszukiwać tej dziewczyny. Ciekawe, co było w niej takiego ważnego, że jej poszukują? Może ukradła jakąś rzecz lub zrobiła coś, przez co zadarła z tymi ludźmi. Ale czemu od razu palą całe miasto?
Zacisnęła zęby. Musi znaleźć rodzinę zanim całe miasto na dobre utonie w gorących płomieniach. Przyśpieszyła kroku.
I to był błąd.
W połowie drogi jej noga nagle obsunęła się, przez co Ignis straciła równowagę. Zamachała nerwowo rękami, szukając czegokolwiek, co umożliwiłoby przytrzymanie się. Niestety nic nie było w jej zasięgu. Czarnowłosa, upadłszy, poczęła zsuwać się coraz bliżej krawędzi dachu, a po chwili runęła w dół.
W jej głowie rozbrzmiało pełne zażenowania westchnięcie.
Równocześnie dziewczyna uderzyła z dużą siłą o podłoże, a z jej ust wydobył się głuchy jęk. Część pleców ją bolała, jednakże musiała wstać. Uniosła powoli tułów w górę, podciągając nogi pod siebie, i zmarszczyła brwi.
Coś tu śmierdziało. Rozejrzała się, a po chwili krzyknęła i w panice przesunęła się pod ścianę budynku, z którego przed chwilą zleciała. Chwilę później tego pożałowała, czując narastający ból pleców.
Tuż obok miejsca, na które spadła, leżało truchło strażnika. Z jego ust wypływała krew, a pusty wzrok kierował gdzieś ponad jej ramię. Cały tułów miał pokryty w podłużnych cięciach. Ignis zacisnęła dłoń na ustach, by nie zwymiotować po raz kolejny.
Po krótkiej chwili jej wzrok się zamazał. Poczuła, że nie tylko plecy ją bolą, ale także i coraz mocniej pulsująca głowa. Drżącą ręką dotknęła tyłu czaszki, sprawdzając czy nie cieknie krew. Ostatnie, co jeszcze usłyszała przed straceniem przytomności, były męskie głosy. Chyba dwóch osób. Albo więcej.
Nie była pewna.
***
Przepraszam ;-; Naprawdę was wszystkich przepraszam. *pada na kolana i bije pokłony*
Po raz kolejny wstawiam rozdział po długim okresie czasu i naprawdę nie czuję się z tym dobrze. Będę robiła co w mojej mocy, by już kolejne posty pojawiały się w równych i w miarę możliwości krótkich odstępach czasu. Miejmy nadzieję, że coś z tego wyjdzie.
A tym czasem mam nadzieję, że ten spóźniony rozdział przypadnie wam do gustu.

2 komentarze:

  1. Dzień dobry. Ależ ze mnie niedobra beta, przepraszam Cię za to. Kajam się i do winy się przyznaję. Ale teraz przejdźmy do właściwego komentarza, bo chyba mam nieskromne prawo wierzyć, że mi wybaczysz ^w^
    Chociaż w ten rozdział zainwestowałaś więcej swojej pracy niż mojej (w poprawianiu), wyszło Ci to bardzo fajnie. Błędów przecinkowych nie wyłapałam, były tylko dwa powtórzenia. Brawa dla Ciebie, Racu dumne ~
    Ignis w tym rozdziale mamy dużo. I pojawia się znów tajemniczy głos, uuu >3< Ty wiesz, że ja lubię. Mnóstwo opisów bardzo mnie urzekło, ale najbardziej chyba ten na dachu, podczas spadania. Napisałaś to bardzo plastycznie i z nutką wymaganej dynamiki, good.
    Głosy mężczyzn. Aaaw, co to za głosy? Ignis, straciłaś przytomność, głupia. Co z rodzinką? Co z Dannylem? Mamusia? I wreszcie: GŁOOOOOOS.
    Proszę, bear with me i nie bądź zbyt surowa, bo naprawdę lubię "Krew Demona". Mam nadzieję, że w końcu się wyrobisz, pysiu, i zaczniesz pisać regularnie (w przeciwieństwie do, kuźwa, mnie).
    Pozdrawiam i życzę weny,
    Miraculi.

    OdpowiedzUsuń
  2. Napisałam kilometrowy komentarz i mi go zżarło, cholera. Ta wersja będzie skrócona z powodu, bo wkurw, wybacz.
    Ten rozdział jest bardzo dobry, taki 6000 lepszy od pierwszego. Twój styl rozwinął się bardzo i niektóre opisy są świetne ( płonące miasto, dach).
    Jestem w cholerę zła, że rozdziały wstawiasz tak rzadko. Chciałabym nowy przeczytać od razu... Co się w ogóle dzieje? Kto napadł na miasto? Czemu szukają Ignis? Kim jest głos (jego kwestie są dobrze napisane, bez suchej bułeczki)? Kto przeżył? Czy Ignis kiedykolwiek zobaczy swoją rodzinę? Co się z nią teraz stanie? Kto ją znajdzie? Czy chcą ją zabić?
    O CHOLERĘ CHODZI?
    Wanna know now. Proszę, wstaw VII szybciej. To jest moje jedyne zastrzeżenie. Za rzadkooooooo.
    Rozdział jest naprawdę dobry. Nowyyyyy. Juuuuuuż. Annnniiisa. Piiiiisz więęęęceeeej.
    ~Upośledzona informatycznie Brukiew.
    PS: Piiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiisz.

    OdpowiedzUsuń