czwartek, 20 czerwca 2013

Rozdzial II



Ludzie nie zwracali zbytnio uwagi na dwie szamotające się postacie. Co jakiś czas padały na nich niepewne spojrzenia przypadkowych ludzi, lecz nikt się nie wtrącał. Ignis wyzwoliła się mocnym szarpnięciem z uścisku obcego. korzystając z jego chwilowego rozkojarzenia. Jej skórę od nadgarstka do łokcia pokrywały dziwne, czerwono czarne znaki, które bynajmniej, nie były tatuażami.  Wiły się one od nadgarstka do ramienia niczym bluszcz rosnący przy ścianie lub też oplatający jakiś słup. Ze strachem rozglądnęła się czy ktoś jeszcze zauważył jej rękę, lecz wokół siebie zobaczyła tylko zobojętniałe i zmęczone twarze.
 Mężczyzna wpatrywał się ze zdziwieniem w dziwne ramię czarnowłosej. Jego twarz pobladła, oczy zamieniły w wąskie szparki, a źrenice powiększyły, prawie całkowicie pochłaniając szare tęczówki. Ułożył usta w jakieś słowo, lecz Ignis wśród głosów kupców i głośnych rozmów ludzi nie dosłyszała go. Koścista dłoń powędrowała powoli pod płaszcz, a obcy zaczął zbliżać się niebezpiecznie do kobiety, cały czas mrucząc coś pod zakrzywionym nosem.
W jej głowie męskim krzykiem rozbrzmiało zdanie:
 Uciekaj, do cholery jasnej!
Dziewczyna, nie zastanawiając się dłużej, rzuciła się w tłum. Starała się nie przewrócić siebie ani innych. Ludzie patrzyli za nią zdziwieni, zatrzymując się. Nikt nie rozumiał, dokąd jej się tak śpieszy, dopóki nie zostali popchnięci przez goniącą ją obcego. Nie przestając biec narzuciła na siebie płaszcz. Nie chciała by ktoś jeszcze zobaczył jej znaki. Zatrzymała się na obrzeżach placu, rozglądając się niepewnie. Za sobą usłyszała rumor i czyjeś przekleństwa pomieszane z krzykami, lecz nie miała odwagi się obrócić. Szybko przypominając sobie plan alejek wbiegła w ulicę prowadzącą na mniejszy plac w mieście. Przeklinała w myślach te cholerne, śmierdzące tłumy blokujące drogę, równocześnie licząc mijane uliczki.
 Jeden, dwa, trzy, cztery… Tutaj.
 Skręciła, biegnąc labiryntem rożnych alejek. Starała się wybierać te najmniejsze. Mając nadzieję, że obcy zgubił pościg, wbiegła w wąską i niezbyt ładnie pachnącą uliczkę, dopadając na pozór gładkiej ściany. Modliła się w duchu, by się nie pomyliła. Oddychając ciężko i starając się ignorować dziwny zapach, który unosił się w powietrzu, zaczęła nerwowo przejeżdżać dłońmi po ścianie.
 Na szorstkiej powierzchni wyczuła palcami obluzowaną cegłówkę i naparła na nią ręką, wciskając w ścianę. Ciche kliknięcie rozległo się tuż obok niej, gdzieś na dole. Dziewczyna uklękła przy uchylonej płycie, wsuwając palce w szczeliny. Uniosła ją, szybko przesuwając na bok. Z ciemnej, śmierdzącej dziury powiało chłodem, gdy pochylona nad nią Ignis zaglądnęła do środka.
 Ciche szurnięcie, a następnie metaliczny dźwięk rozległ się tuż za nią. Nim zdążyła zareagować, coś zimnego dotknęło jej szyi. Silna dłoń złapała ją pod pachę i podniosła brutalnie z klęczek, wciąż trzymając broń przy gardle. Odsunął ją kawałek od dziury. Ignis napięła wszystkie mięśnie, próbując jak najszybciej wymyślić jakikolwiek plan ucieczki.
 - Szybka jesteś, ale to normalne dla takich jak … Ty – powiedział, przysuwając twarz do jej ucha. Jego ciepły, lecz nieprzyjemny oddech padał na szyję ciemnowłosej.
 - Czego ode mnie chcesz? - zapytała cicho, starając się zyskać trochę czasu. Rozglądnęła się nerwowo. Mężczyzna odpowiedział jej chrapliwym śmiechem. Gdyby nawet jakoś wyrwała się mu to do dziury było za daleko.
 Jedyne, co jej zostało, to starcie z mężczyzną.
 Odetchnęła głęboko i  uderzyła łokciem w brzuch obcego. Wróg jęknął i zgiął się wpół, opuszczając lekko broń, co natychmiast wykorzystała. Obróciła się szybko i uderzyła pięścią z całej siły w jego twarz. Mężczyzna zatoczył się, wypuszczając sztylet z ręki i uderzył plecami o ścianę. Obsunął się po niej na ziemię nieprzytomny. Z dziwnie wykrzywionego nosa ciekła krew, spływając po wąskich ustach i skapując na ciemny płaszcz.
 Westchnęła, schylając się po broń. Gdy była młodsza, brat nauczył ją bić się. Zakodowała sobie w pamięci, by podziękować mu za to w najbliższym czasie i zatknęła podniesiony sztylet za pas. Zerknęła na obcego, mając teraz okazję przyjrzeć mu się bliżej. Wyglądał na dosyć młodego i najważniejsze, silnego. Lekko zdziwiona spojrzała na swoje ręce. Jeszcze niedawno ledwo podnosiła coś ciężkiego, a teraz… Znokautowała dorosłego mężczyznę.
 Gdzieś niedaleko usłyszała czyjeś głosy zbliżające się tym kierunku. Szybko podeszła do dziury i wskoczyła do niej, nie chcąc by ktoś ją spotkał przy nieprzytomnym mężczyźnie. Idąc podziemnymi korytarzami i wsłuchując się w głosy tłumu nad nią, myślała o dziwnym obcym. Czemu ją gonił? I co miały oznaczać jego słowa? Wciąż dręczyły ją, tłukąc się niczym górskie echo w jej umyśle.
 „Takich jak… Ty
 ***
 Ignis westchnęła cicho, siedząc na parapecie w swoim pokoju i wyglądając przez otwarte okno. Jej czarne włosy powiewały delikatnie pod wpływem zimnego wietrzyku. Dzisiaj miała być pełnia, lecz chmury przysłoniły nocne niebo, nie chcąc ukazać ani kawałka pięknej tarczy księżyca. Podciągnęła kolana pod szyję, oparłszy na nich podbródek i przymknęła orzechowe oczy. Była zmęczona po dzisiejszym dniu, a ta gonitwa wciąż nie dawała jej spokoju. Bała się, że obcy może po nią wrócić, choć do końca nie rozumiała, czemu miałby to zrobić. Starając się odrzucić od siebie nieprzyjemne myśli, spuściła nogi z parapetu. Weszła do środka i delikatnie zamknęła okno.
 Mały płomyk świecy błysnął w ciemności, rozświetlając niewielkie pomieszczenie. Drewniane, wąskie łóżko stało pod ścianą pościelone byle jak. Naprzeciw niego ustawiony był ciężki stół, cały zastawiony dziwnymi projektami. Stał na nim również wazon z polnymi kwiatami ożywiającymi nieco pokój. Obok zamknięta na kłódkę skrzynia strzegła czegoś ukrytego w swoim wnętrzu, ukazując to tylko właścicielowi klucza.
 Jedynym ozdobnikiem w tym pokoju oprócz kwiatów był obraz wiszący nad łóżkiem. Przedstawiał on niewielki wodospad gdzieś w głębi lasu. Spływająca woda błyszczała w dziennym świetle, zderzając się z kamieniami na dole. Dziewczyna tyle razy przyglądała się temu dziełu, gdy któregoś dostrzegła ledwo widoczne wejście do jaskini za spływającą wodą. Często zastanawiała się czy to miejsce naprawdę istnieje, czy to tylko wymysł autora.
 Stanęła przy stole, przeglądając pliki kartek. Zaraz po powrocie do domu rozpoczęła projektowanie czegoś, co zasłoniło by jej rękę przed niepożądanymi spojrzeniami obcych. Chciała uniknąć kolejnych sytuacji, takich jak dzisiaj. Odgarnęła kosmyk włosów z czoła i nachyliła się bardziej nad jednym ze szkiców, dokonując paru poprawek kawałkiem węgla.
 Nagle okiennice trzasnęły, otwierając się gwałtownie i wpuściły do pokoju zimny podmuch powietrza. Projekty poleciały w powietrze, a świeca zgasła, pogrążając pokój w ciemnościach. Ignis zmarszczyła czoło i podeszła powoli do okna. Z bijącym sercem wyglądnęła na zewnątrz.
 Nocne niebo dalej zakrywały ciemne chmury, a na ulicy w dole panowała cisza. Rozglądnęła się na boki, lecz nie dostrzegła nic prócz paru punktów światła w mieście, którymi były latarnie.
 Ciche mruczenie rozległo się gdzieś obok. Powoli w jej stronę przysunął się szary kot, wyłaniając się z cienia i przyglądając jej z zaciekawieniem w zielonych oczach. Ignis wyciągnęła dłoń w stronę obcego jej zwierzęcia, gładząc miękką sierść na jego głowie.
 - Widzisz jak zwykły wiatr może przestraszyć człowieka – powiedziała cicho, uśmiechając się łagodnie do kocura.  Ten zaś wskoczył do jej pokoju, układając się na stole. Przyglądał się nadal jej czujnie, liżąc łapkę. Mrugnęła do niego, pozwalając mu zostać w środku.
 Odwróciła się i przymknęła okno z niepokojem w sercu . Bo to był wiatr… Prawda?
 ***
 - Jesteś pewien?
 - Absolutnie – powiedział szarooki mężczyzna i uniósł wzrok, klęcząc. – Jest jedną z nich, panie.