Ludzie nie zwracali zbytnio uwagi na dwie
szamotające się postacie. Co jakiś czas padały na nich niepewne spojrzenia
przypadkowych ludzi, lecz nikt się nie wtrącał. Ignis wyzwoliła się mocnym
szarpnięciem z uścisku obcego. korzystając z jego chwilowego rozkojarzenia. Jej
skórę od nadgarstka do łokcia pokrywały dziwne, czerwono czarne znaki, które
bynajmniej, nie były tatuażami. Wiły się
one od nadgarstka do ramienia niczym bluszcz rosnący przy ścianie lub też
oplatający jakiś słup. Ze strachem rozglądnęła się czy ktoś jeszcze zauważył
jej rękę, lecz wokół siebie zobaczyła tylko zobojętniałe i zmęczone twarze.
Mężczyzna wpatrywał się ze zdziwieniem w dziwne
ramię czarnowłosej. Jego twarz pobladła, oczy zamieniły w wąskie szparki, a
źrenice powiększyły, prawie całkowicie pochłaniając szare tęczówki. Ułożył usta
w jakieś słowo, lecz Ignis wśród głosów kupców i głośnych rozmów ludzi nie
dosłyszała go. Koścista dłoń powędrowała powoli pod płaszcz, a obcy zaczął
zbliżać się niebezpiecznie do kobiety, cały czas mrucząc coś pod zakrzywionym
nosem.
W jej głowie męskim krzykiem rozbrzmiało zdanie:
Uciekaj, do cholery jasnej!
Dziewczyna, nie zastanawiając się dłużej, rzuciła
się w tłum. Starała się nie przewrócić siebie ani innych. Ludzie patrzyli za
nią zdziwieni, zatrzymując się. Nikt nie rozumiał, dokąd jej się tak śpieszy,
dopóki nie zostali popchnięci przez goniącą ją obcego. Nie przestając biec
narzuciła na siebie płaszcz. Nie chciała by ktoś jeszcze zobaczył jej znaki.
Zatrzymała się na obrzeżach placu, rozglądając się niepewnie. Za sobą usłyszała
rumor i czyjeś przekleństwa pomieszane z krzykami, lecz nie miała odwagi się
obrócić. Szybko przypominając sobie plan alejek wbiegła w ulicę prowadzącą na
mniejszy plac w mieście. Przeklinała w myślach te cholerne, śmierdzące tłumy
blokujące drogę, równocześnie licząc mijane uliczki.
Jeden,
dwa, trzy, cztery… Tutaj.
Skręciła, biegnąc labiryntem rożnych alejek.
Starała się wybierać te najmniejsze. Mając nadzieję, że obcy zgubił pościg,
wbiegła w wąską i niezbyt ładnie pachnącą uliczkę, dopadając na pozór gładkiej
ściany. Modliła się w duchu, by się nie pomyliła. Oddychając ciężko i starając
się ignorować dziwny zapach, który unosił się w powietrzu, zaczęła nerwowo
przejeżdżać dłońmi po ścianie.
Na szorstkiej powierzchni wyczuła palcami
obluzowaną cegłówkę i naparła na nią ręką, wciskając w ścianę. Ciche kliknięcie
rozległo się tuż obok niej, gdzieś na dole. Dziewczyna uklękła przy uchylonej
płycie, wsuwając palce w szczeliny. Uniosła ją, szybko przesuwając na bok. Z
ciemnej, śmierdzącej dziury powiało chłodem, gdy pochylona nad nią Ignis
zaglądnęła do środka.
Ciche szurnięcie, a następnie metaliczny dźwięk
rozległ się tuż za nią. Nim zdążyła zareagować, coś zimnego dotknęło jej szyi.
Silna dłoń złapała ją pod pachę i podniosła brutalnie z klęczek, wciąż
trzymając broń przy gardle. Odsunął ją kawałek od dziury. Ignis napięła
wszystkie mięśnie, próbując jak najszybciej wymyślić jakikolwiek plan ucieczki.
- Szybka jesteś, ale to normalne dla takich jak …
Ty – powiedział, przysuwając twarz do jej ucha. Jego ciepły, lecz nieprzyjemny
oddech padał na szyję ciemnowłosej.
- Czego ode mnie chcesz? - zapytała cicho,
starając się zyskać trochę czasu. Rozglądnęła się nerwowo. Mężczyzna
odpowiedział jej chrapliwym śmiechem. Gdyby nawet jakoś wyrwała się mu to do
dziury było za daleko.
Jedyne, co jej zostało, to starcie z mężczyzną.
Odetchnęła głęboko i uderzyła łokciem w brzuch obcego. Wróg jęknął
i zgiął się wpół, opuszczając lekko broń, co natychmiast wykorzystała. Obróciła
się szybko i uderzyła pięścią z całej siły w jego twarz. Mężczyzna zatoczył
się, wypuszczając sztylet z ręki i uderzył plecami o ścianę. Obsunął się po
niej na ziemię nieprzytomny. Z dziwnie wykrzywionego nosa ciekła krew,
spływając po wąskich ustach i skapując na ciemny płaszcz.
Westchnęła, schylając się po broń. Gdy była
młodsza, brat nauczył ją bić się. Zakodowała sobie w pamięci, by podziękować mu
za to w najbliższym czasie i zatknęła podniesiony sztylet za pas. Zerknęła na
obcego, mając teraz okazję przyjrzeć mu się bliżej. Wyglądał na dosyć młodego i
najważniejsze, silnego. Lekko zdziwiona spojrzała na swoje ręce. Jeszcze
niedawno ledwo podnosiła coś ciężkiego, a teraz… Znokautowała dorosłego
mężczyznę.
Gdzieś niedaleko usłyszała czyjeś głosy
zbliżające się tym kierunku. Szybko podeszła do dziury i wskoczyła do niej, nie
chcąc by ktoś ją spotkał przy nieprzytomnym mężczyźnie. Idąc podziemnymi
korytarzami i wsłuchując się w głosy tłumu nad nią, myślała o dziwnym obcym.
Czemu ją gonił? I co miały oznaczać jego słowa? Wciąż dręczyły ją, tłukąc się
niczym górskie echo w jej umyśle.
„Takich jak… Ty
***
Ignis westchnęła cicho, siedząc na parapecie w
swoim pokoju i wyglądając przez otwarte okno. Jej czarne włosy powiewały
delikatnie pod wpływem zimnego wietrzyku. Dzisiaj miała być pełnia, lecz chmury
przysłoniły nocne niebo, nie chcąc ukazać ani kawałka pięknej tarczy księżyca.
Podciągnęła kolana pod szyję, oparłszy na nich podbródek i przymknęła orzechowe
oczy. Była zmęczona po dzisiejszym dniu, a ta gonitwa wciąż nie dawała jej
spokoju. Bała się, że obcy może po nią wrócić, choć do końca nie rozumiała, czemu
miałby to zrobić. Starając się odrzucić od siebie nieprzyjemne myśli, spuściła
nogi z parapetu. Weszła do środka i delikatnie zamknęła okno.
Mały płomyk świecy błysnął w ciemności,
rozświetlając niewielkie pomieszczenie. Drewniane, wąskie łóżko stało pod
ścianą pościelone byle jak. Naprzeciw niego ustawiony był ciężki stół, cały
zastawiony dziwnymi projektami. Stał na nim również wazon z polnymi kwiatami
ożywiającymi nieco pokój. Obok zamknięta na kłódkę skrzynia strzegła czegoś
ukrytego w swoim wnętrzu, ukazując to tylko właścicielowi klucza.
Jedynym ozdobnikiem w tym pokoju oprócz kwiatów
był obraz wiszący nad łóżkiem. Przedstawiał on niewielki wodospad gdzieś w
głębi lasu. Spływająca woda błyszczała w dziennym świetle, zderzając się z
kamieniami na dole. Dziewczyna tyle razy przyglądała się temu dziełu, gdy
któregoś dostrzegła ledwo widoczne wejście do jaskini za spływającą wodą.
Często zastanawiała się czy to miejsce naprawdę istnieje, czy to tylko wymysł
autora.
Stanęła przy stole, przeglądając pliki kartek.
Zaraz po powrocie do domu rozpoczęła projektowanie czegoś, co zasłoniło by jej
rękę przed niepożądanymi spojrzeniami obcych. Chciała uniknąć kolejnych
sytuacji, takich jak dzisiaj. Odgarnęła kosmyk włosów z czoła i nachyliła się
bardziej nad jednym ze szkiców, dokonując paru poprawek kawałkiem węgla.
Nagle okiennice trzasnęły, otwierając się
gwałtownie i wpuściły do pokoju zimny podmuch powietrza. Projekty poleciały w
powietrze, a świeca zgasła, pogrążając pokój w ciemnościach. Ignis zmarszczyła
czoło i podeszła powoli do okna. Z bijącym sercem wyglądnęła na zewnątrz.
Nocne niebo dalej zakrywały ciemne chmury, a na
ulicy w dole panowała cisza. Rozglądnęła się na boki, lecz nie dostrzegła nic
prócz paru punktów światła w mieście, którymi były latarnie.
Ciche mruczenie rozległo się gdzieś obok. Powoli
w jej stronę przysunął się szary kot, wyłaniając się z cienia i przyglądając
jej z zaciekawieniem w zielonych oczach. Ignis wyciągnęła dłoń w stronę obcego
jej zwierzęcia, gładząc miękką sierść na jego głowie.
- Widzisz jak zwykły wiatr może przestraszyć
człowieka – powiedziała cicho, uśmiechając się łagodnie do kocura. Ten zaś wskoczył do jej pokoju, układając się
na stole. Przyglądał się nadal jej czujnie, liżąc łapkę. Mrugnęła do niego,
pozwalając mu zostać w środku.
Odwróciła się i przymknęła okno z niepokojem w
sercu . Bo to był wiatr… Prawda?
***
- Jesteś pewien?
- Absolutnie – powiedział szarooki mężczyzna i
uniósł wzrok, klęcząc. – Jest jedną z nich, panie.
Było dużo poprawiania i darcia się, ale wreszcie pojawił się rozdział o naprawdę ładnym kształcie ^w^ Cieszę się, że miałam w tym chociaż częściowo swój udział.
OdpowiedzUsuńOpisywać raczej mi się już nie opłaca, bowiem jako beta wyjaśniłam ci wszystko (chyba). Teraz zatem pobawimy się w chwalenie. Rozdział naprawdę mi się podoba, nie jest źle ucięty. Akcja dynamiczna i ładnie opisana. Ulubione zdanie już ci wskazałam ^w^ Naprawdę świetne.
K, żeby nie pieprzyć już od rzeczy, dodam jeszcze, że mam nadzieję, iż kolejny rozdział napisze ci się prościej i szybciej, bo - szczerze mówiąc - chciałabym wiedzieć, co się stanie.
Miraculi
Ah to pisanie z dwóch stron coś mi przypomina! Pamiętasz?
OdpowiedzUsuńA przechodząc do rozdziału: moje modlitwy rozpoczynają się "Oby Ignis nie był wyidealizowaną postacią, która pokonuje wszystko i wszystkich"
Ale przypominając sobie, że to twój blog, raczej nie mam się o co martwić.
Robisz naprawdę fajne opisy - można sobie wszystko dokładnie wyobrazić, ale nie zanudzają. Cudnie!
Jedną z nich? Intrygujące.
Zaciekawiło mnie, więc skaczę do kolejnego rozdziału!
Buziaki.
VioletAngel